Nowy numer 5/2023 Archiwum

Co krok, to niespodzianka

Kiedy zaczynała się renowacja tej świątyni, wiadomo było, że konserwatorzy natkną się 
na wiele zaskakujących odkryć. Rzeczywiście, gdzie nie dotknąć, wygląda historia.

To jedna z najstarszych świątyń Lublina, która od początku należała do bernardynów, obecnych w mieście od połowy XV wieku. 
Klasztory bernardyńskie lokalizowano na przedmieściach, zazwyczaj przy ruchliwych traktach. Podobnie postąpiono i tutaj. Pierwsze zabudowania były drewniane, ale – jak podaje Jan Długosz – w 1473 roku zaczęto wznosić najpierw kościół z cegły, a następnie klasztor.

Około 1519 roku otoczono cały zespół murem. Kolejne wieki przynosiły różne zmiany, a pożary, których doświadczało także to miejsce, powodowały przebudowy i zmieniały wygląd kościoła i klasztoru. Mimo tych burzliwych kolei losu do dziś zachowały się różne dokumenty i kroniki, z których część pisana w języku łacińskim nie jest przetłumaczona, a to może oznaczać, że cierpliwy i uważny badacz jest w stanie odczytać wydarzenia, o jakich na razie nie wiemy.


Wiadomość 
zza farby


Z pewnością rąbka tajemnic z przeszłości uchyli nam remont, który trwa od roku. – Zabierając się za prace, zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że kościół był wielokrotnie przemalowywany i przebudowywany. To, co widzieliśmy przed rozpoczęciem remontu, czyli jednobarwne ściany w odcieniu biało-żółtym, zakrywa wiele barw. Być może pierwotnie świątynia była tak kolorowa, jak katedra lubelska. Odkrywki na ścianach potwierdzają nasze przypuszczenia – mówi ks. Cezary Kowalski, proboszcz parafii.
Wiadomo też było, że pod kościołem znajdują się krypty, ale nikt nie przypuszczał, że jest ich tak dużo. – Praktycznie stanowią one drugi poziom kościoła. Wiemy, że były odkrywane i zasypywane. W środku większości znajduje się piach pomieszany z ziemią i kamieniami oraz cząstki kości. Zgodnie z zapisami kroniki zakonnej prowadzonej przez bernardynów, to oni jeszcze w XIX wieku robili tu porządek. Cenne przedmioty wydobyto, resztę zasypano, bo pusta komora pod podłogą może być niebezpieczna – wyjaśnia ks. Cezary.


Twarze 
sprzed wieków


Po remoncie posadzki zostało zdemontowane całe wyposażenie kościoła. Boczne ołtarze, ambona i stalle poddano oględzinom. Wystarczyło zeskrobać odrobinę farby z powierzchni stalli, by przekonać się, że pod spodem są obrazy. – Oczom konserwatorów ukazały się postaci zakonników, papieży i królewicz – w sumie 12 wizerunków, które spróbujemy zidentyfikować. Znalezisko jest o tyle cenne, że nie jest to żadna znana szkoła malarska, ale dzieło regionalne. Może jakiś zdolny mnich lub lokalny artysta podjął się namalowania wizerunków. Przypuszczamy, że i one mogły być przenoszone z innego miejsca, bo postaci są szersze niż światło okienka w stallach. Na niektórych są nieczytelne napisy, może uda się je odczytać i wtedy będziemy wiedzieć, kto jest namalowany. Na to jednak potrzeba czasu i środków, których szukamy – mówi ksiądz proboszcz.


Nowe spojrzenie


Wiadomo z pewnością, że na łuku tęczowym pod krzyżem jest malowidło z XVIII lub XIX w. przedstawiające Golgotę. – Według dokumentów parafialnych z 1931 r. wiadomo, że ówczesny proboszcz wraz z architektami podjęli decyzję, by to zamalować, bo uznali, że to „ludowizna”. Jednak to, co im wydawało się brzydkie, dla nas z perspektywy 100 lub więcej lat jest bardzo cenne – podkreśla kapłan.
Na zbadanie czeka ogromny zbiór relikwii, a także opis osób, które mają tu być pochowane. – Chcemy wyjaśnić, dlaczego pewne postaci spoczywają właśnie tutaj, choć z Lublinem nie wydają się szczególnie związane. Dlaczego np. Sobiescy wybrali sobie ten kościół na miejsce pochówku. Co krok, to tajemnica, którą próbujemy rozwikłać. Z pewnością jeszcze niejedno nas zaskoczy 
– zaznacza ks. Cezary.


« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy