Myśleli, że to koniec ich rodziny, ale Bóg miał swój plan

Historia ich wspólnego życia wiodła krętymi ścieżkami. Gdyby nie spotkali Jezusa, pewnie dziś nie byliby razem. Beata i Stanisław Hołowieccy mówią wprost, że bez Bożej pomocy alkohol pokonałby ich rodzinę.

Agnieszka Gieroba Agnieszka Gieroba

|

GOSC.PL

dodane 29.07.2021 10:15
0

Sierpień jest miesiącem trzeźwości. Zanim ten miesiąc się zacznie, warto się zastanowić, czy mogę ofiarować Panu Bogu choć 31 dni abstynencji. Co roku Episkopat kieruje do wiernych apel z prośbą, by w tym czasie powstrzymać się od spożywania alkoholu. Dla osób uzależnionych to bardzo trudne. Okazuje się jednak, że z Bożą pomocą wszystko jest możliwe. Przypominamy świadectwo małżonków, którym wiara i wspólnota ludzi wierzących pomogły pokonać nałóg i uratować ich rodzinę.

Gdyby kilka lat temu, ktoś powiedział im, że będą mieli liczną rodzinę, a Pan Bóg będzie ich prowadził, nie uwierzyliby.

– Pobraliśmy się, mając 21 lat. W planach mieliśmy maksymalnie dwoje dzieci i przyjemne życie. Pana Boga jakoś szczególnie nie braliśmy pod uwagę – mówią Beata i Stanisław. Wzięli ślub kościelny, ale nie rozumieli, jakie naprawdę ma on znaczenie. Piękna ceremonia, goście, ale Pan Bóg był tylko dodatkiem.

– Nie rozumieliśmy też wartości czystości. Jak wielu młodych, szliśmy za głosem demona, który popycha ich do łóżka przed ślubem, a po ślubie robi wszystko, by małżonkowie się tam nie spotykali. Urodziły się nam dwie córki. Próbowaliśmy żyć po swojemu. Wydawało się nam, że dobrze to robimy. W rzeczywistości każde z nas było wielkim egoistą, myślało tylko o tym, by to jemu było dobrze, a dobrze wcale nie było – przyznają.

Chcieli mieć normalne małżeństwo i nie mogli zrozumieć, dlaczego im nie wychodzi. Nie rozumieli wtedy, że o własnych siłach nie dadzą rady. Stanisław zaczął pić, Beata miała do niego pretensje. Przez ich dom przetaczały się awantury, ale zamiast poprawy, przynosiły pogorszenie. Stanisław uważał, że pije, jak inni i ma nad tym pełną kontrolę. Rzeczywistość była inna.

To był czas w ich życiu, kiedy dookoła panowały ciemności i nie widać było wyjścia z sytuacji.

– Zdarzało mi się nie wracać do domu na noc. Zasypiałem gdzieś po drodze, w krzakach. Rano budziłem się zasikany, brudny, z dziurą w pamięci, co właściwie się stało. Czasami ktoś przyprowadzał mnie pod blok, a ja nie miałem siły wejść na klatkę i trafić do domu. W takim stanie oglądali mnie sąsiedzi, oglądała mnie moja żona i moje dzieci. Obiecywałem sobie, że więcej nie będę pił, ale nigdy tych obietnic nie dotrzymywałem. Nie rozumiałem, dlaczego tak jest – opowiada.

Ich małżeństwo przeżywało straszny kryzys. Beata kilkakrotnie wyprowadzała się z domu, coś jednak powstrzymywało ją przed ostatecznym porzuceniem męża. W końcu ona trafiła do Al-Anon, a on do AA. Wiele to jednak nie pomogło, choć zaczęły się zdarzać dłuższe okresy trzeźwości.

– Pamiętam dokładnie dzień, w którym siedziałam w naszej kuchni i wczytywałam się w 12 kroków, czyli receptę na trzeźwość dla alkoholików i ich rodzin. Nagle niemal namacalnie odczułam obecność Pana Boga, który pokazał mi, że ja też nie jestem bez winy i wiele grzechów popełniam przeciw memu mężowi. Pobiegłam do kościoła, choć nie byłam na Mszy od bardzo dawna, złapałam jakiegoś zakonnika i zaczęłam się spowiadać – mówi Beata.

1 / 3
oceń artykuł Pobieranie..