Nowy numer 46/2018 Archiwum

Najnowsze świadectwo uzdrowienia z Wąwolnicy

Kiedy Małgosia, mama Ines, dowiedziała się, że jest w ciąży, od razu zaproponowano jej aborcję, twierdząc, że dziecko, jeśli w ogóle się urodzi, będzie kaleką.

Opowieść Małgorzaty Grabowskiej zaczyna się od poważnych problemów. – Jakiś czas wcześniej uległam wypadkowi i miałam złamany kręgosłup. Wszystko bolało mnie tak bardzo, że dostawałam silne zastrzyki przeciwbólowe długo po tym, jak złamanie się zagoiło. Kiedy okazało się, że spodziewam się dziecka, pani doktor słysząc, jakie leki przyjmowałam do tej pory, powiedziała, że z tego dziecka nic nie będzie i zaproponowała aborcję. Nie zgodziłam się – mówi pani Małgorzata.

Widząc w Matce Bożej jedyny ratunek, każdego dnia wsiadała w autobus MPK i jechała do lubelskiej katedry do Matki Bożej, prosząc ją o zdrowie dla swego maleństwa. Przez dziewięć miesięcy nie opuściła żadnego dnia w swojej modlitwie.

– Kiedy poszłam rodzić, miałam bardzo mały brzuch. To było 33 lata temu i zupełnie inne czasy. Lekarz, który mnie przyjmował, w mojej obecności powiedział do pielęgniarek, że to dziecko, to pewnie będzie jakiś pokurcz. Tymczasem urodziłam piękną, zdrową córeczkę o bujnych czarnych włoskach, którą wszyscy się zachwycali. Wiem, że to łaska Matki Bożej – opowiada Małgosia.

Mijały lata, Ines rosła i choć losy jej rodziny były początkowo bardzo trudne, dziewczyna wyrosła na piękną i pełną radości kobietę.

– Nasza historia rodzinna jest skomplikowana, ale odkąd pamiętam, jeździłam z mamą do Matki Bożej w Wąwolnicy. Czasem zdarzało się, że w ciągu tygodnia wsiadałyśmy w samochód i jechałyśmy tam na Mszę. Zawsze dawało to nam spokój. Niestety, przez ostatnie lata zdarzało się to bardzo rzadko – mówi Ines. Wszystko z powodu problemów, jakie zaczęły się cztery lata temu. Ines nagle przestała spać.

– Początkowo było to dziwne doświadczenie. Dom usypiał, cichło miasto tak, że nawet samochody przestawały jeździć, a sen nie nadchodził. Chodziłam więc po domu, próbowałam zająć się jakimiś sprawami, by zabić czas. Gdy rano dzwonił budzik u mamy w pokoju, ja wciąż nie spałam – opowiada Ines.

Po kilku nieprzespanych nocach zgłosiła się do lekarza. Zaczęły się leki nasenne, ale nic nie działało.

– Czasem udawało mi się zasnąć na 15 minut. Jak spałam w ciągu doby pół godziny, to był sukces. Wylądowałam w szpitalu neuropsychiatrycznym, ale bez rezultatów. Silniejszych leków nasennych niż te, które dostawałam, nie było – mówi dziewczyna.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • Krakuska
    04.11.2018 11:56
    Mój brat został uzdrowiony dzięki wstawiennictwu MB Płaczącej z lubelskiej archikatedry. Było to pod koniec lat 80tych - początek 90tych. Kiedy była awaria w Czarnobylu on i nasza kuzynka zwiedzali Lublin, po paru latach obydwoje zachorowało na to samo. Mama usłyszała od lekarzy: tej nocy najprawdopodobnie syn nie przeżyje. MB sprawiła, że żyje i ma się dobrze! Bądź uwielbiony Panie Boże Wszechmogący!
    doceń 11
  • Lublinianin
    05.11.2018 14:51
    Witam, czy odrosła tam już komuś noga? Ciągle szukam właściwego sanktuarium dla brata.
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy